http://snai.blog.onet.pl
Dodaję recenzję kolejnego bloga, ale szczerze mówiąc nie wiem, czy coś jeszcze tu napiszę. A jeżeli już, to nie mam pojęcia kiedyś. Brak czasu sprawia, że muszę wybrać albo to, albo Rywale. Wolę dokończyć Rywali. Wiem, że zgłosiło się do mnie sporo osób, ale chyba zbyt pochopnie założyłam blog z ocenami. Więc nie mam pojęcia, jak to będzie. Dzisiaj recenzja bloga Yukam, ponieważ bardzo zależało jej na tym.
I. Informacje ogólne
Blog istnieje od lutego 2010. Umieszczone zostały na nim dwa zakończone fanficki, trzeci jest w trakcie pisania. Oceniam głównie: JAK ROZSIAĆ CHAOS I ZNISZCZENIE NIE WYCHODZĄC Z DOMU - PORADNIK Z SERII "ZRÓB TO SAM".
Wygląd
Nie jest oczywiście najważniejszy, jednak jest kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, ponieważ wiele osób wyrabia sobie nastawienie do bloga właśnie po jego wyglądzie. Jeżeli pierwsze wrażenie jest pozytywne, tzn: wystrój stonowany, estetyczny, miła dla oka czcionka – może to zachęcić do czytania, jeżeli nie – może skutecznie zniechęcić.
Moim zdaniem zdecydowanie za duży obrazek w profilu. Po drugiej stronie, pod napisem „Uwaga!” wcale nie mniejsze dzieło przedstawiające scenę seksu. Wiem, że to opowiadanie yaoi i generalnie coś takiego tu pasuje, ale ja widzę to trochę z innej strony. Ta grafika rzuca się w oczy już z daleka, tym bardziej, że jest na wysokości tekstu, a nie w nagłówku, który od razu można przewinąć, tak więc blog ciężko czytać w miejscach, gdzie istnieje prawdopodobieństwo, że ktoś zajrzy przez ramię – chyba nie muszę tłumaczyć dlaczego. Do obrazka anty SasuSaku się nie czepiam, jest nawet zabawny, choć, Yukami, Twoi czytelnicy chyba nawet nie muszą czytać tego co jest pod obrazkiem, bo swoje nastawienie do paringu bardzo wyraźnie prezentujesz w fanfickach:)
Jasne tło, ciemne litery, co – jak już ostatnio wspomniałam - bardzo cenię, bo odwrotna konfiguracja to dla mojego wzroku męczarnia (a dodam, że ten póki co mam jeszcze dobry). Czcionka – w każdym rozdziale innej wielkości. To wygląda chaotycznie. W ostatnich notkach jest dość gruba i duża, powoduje to wrażenie toporności.
Tekst postrzępiony po bokach. Nie da się tego wyjustować? To by wyglądało zdecydowanie bardziej estetycznie. Poza tym, po co tyle enterów? Np.:
O reszcie lepiej nie wspominać, a Sasuke i tak nie dokonał oględzin wszystkich pól. Nie miał już do tego siły.
I nerwów.
Zwłaszcza nerwów.
Chciał żeby wszystko wróciło już do normy.
Chciał chodzić z Naruto na misje.
Cieszyć się, kiedy czasem podczas noclegu przysunie się do niego nieświadomie podczas snu.
Rzucać mu ukradkowe spojrzenia.
Przekomarzać się z nim.
A nawet żałować codziennie, że znów nie wykonał żadnego ruchu.
Byleby już nie było tych klonów, których oczy raziły pustką.
On chciał swojego Młotka.
Nie można każdego zdania czy myśli bohatera zaczynać od nowej linijki. To nie poezja, tylko proza. A prozę piszemy ciągiem (z uzasadnionymi wyjątkami rzecz jasna – np. epos).
Poruszanie się po blogu
Jest archiwum, jest szeroka lista, więc nie kłopot znaleźć dany rozdział.
Dodatki
Kilka standardowych dodatków, jak ramka „o sobie”(a więc uczysz się japońskiego, stąd tyle wtrąceń w tym języku), spis tekstów, linki i wspomniane archiwum. Oprócz tego, jo czym również już pisałam, zobrazowane, wychodzące na pierwszy plan ostrzeżenie yaoi i postulat anty SasuSaku – ale to już twoja sprawa, co chcesz mieć na blogu.
II. Tekst
Podoba mi się początek:
Ambicje. Jednocześnie pomoc przy osiągnięciu celu jak i droga do jego całkowitej utraty. Do czego zmierzam? Do pewnej historii, wbrew pozorom, raczej niezbyt poważnej, bo w tym wypadku ambicje przyniosły coś jeszcze innego: masę kłopotów. Kłopotów, które samoistnie się mnożyły.
Naprawdę bardzo udane określenie całego ficka, sama to wymyśliłaś?
Fabuła mnie zaciekawiła. O ile w pierwszym tekście wydawała mi się banalna, bo ile już czytałam blogów, gdzie Tsunade w ramach misji łączy ludzi w pary, o tyle w drugim okazała się dość oryginalna. Bardzo miło mnie więc zaskoczyłaś.
Świat przedstawiony osadzony w realiach mangowych, więc, jak można się domyślić, akcja rozgrywa się w Konoha. Chwilę po tym, gdy Sasuke i Naruto przekraczają próg wioski po udanej misji, życie mieszkańców osady zostaje przewrócone do góry nogami. Rozprzestrzenia się „pomarańczowa plaga” klonów, siejąc wszędzie chaos, zniszczenie i prawie powodując u biednego Uchiha załamanie nerwowe. No bo jak zakochany chłopak może pozostać przy zdrowych zmysłach, kiedy jest zmuszony wyrzucać z łóżka i spod prysznica coś, co przynajmniej z wyglądu i zachowania przypomina jego skrytą miłość? Ano jest tylko jedna rada. Dorwać oryginał!
Narracja
Miałam duże zastrzeżenie do pierwszego tekstu, gdyż było tam za dużo bezpośrednich myśli bohaterów - stanowiły one prawie połowę każdego rozdziału. Takie rzeczy można spokojnie wyrazić za pomocą narratora. W drugim ff było już o wiele lepiej. Jednak mam zastrzeżenia co do języka narratora – co tam robią wyrazy potoczne?
Tsunade była tego dnia uosobieniem wkurwienia.
Niejednokrotnie był już świadkiem takiego opieprzu.
Poza tym:
Czy to wszystko faktycznie sprawi, że będzie w stanie cokolwiek wyznać Młotkowi?
To przezwisko Naruto stosowane jest tylko i wyłącznie przez Sasuke, więc jak najbardziej pasuje w jego wypowiedziach, ale w narracji nie powinno go być (no chyba że byłyby to myśli bohatera).
Styl
Styl drugiego fanficka zdecydowanie przewyższa pierwszy. Jest lżejszy, barwniejszy. Jednak i tu nie obyło się bez zgrzytów.
Po pierwsze: często powtarzasz wyrazy w sąsiadujących zdaniach, np.:
Sasuke postanowił tego nie skomentować, bo dziewczynabyła jakoś nie na bieżąco… Może była zajęta swoim ukochanym?
Po drugie: do tej pory mam wrażenie, że wszędzie widzę trzykropki i określenie błękitnooki. Brrrr. Jaki z tego morał? Zdecydowanie nadużywasz trzykropka! Zdecydowanie nadużywasz słowa: błękitnooki! Istna plaga (już rozumiem, jak musieli się czuć mieszkańcy Kohoha po narutowym oblężeniu wioski:)) Jestem przekonana, że błękitnoooki występuje u Ciebie dużo częściej niż Naruto czy Uzumaki. Cały fanfick zdominowały określenia koloru oczu bohaterów, potem określenia koloru włosów, a dopiero gdzieś tam na końcu ostały się imiona i nazwiska.
Odnośnie do tego nieszczęsnego trzykropka, naprawdę niewielka (!) część przykładów.
- Czym jesteś zmęczony…?
Właściwie...trochę... martwił się.
Uchiha był ciekaw czy będzie ich więcej... bo skoro były już dwa to...
Tyle pytań…najbardziej rzeczowym było chyba to jaki w tym wszystkim jest sens.
Ciemnooki przyznawał się bez bicia, że nagi Naruto prezentował się naprawdę... cudownie... ale... ale to przecież nie zmienia faktu, iż to był tylko klon.
-Przyjdzie nam za to zapłacić... – Odezwała się w końcu roztrzęsiona kobieta. – Tsunade-sama znów narobi sobie długów... A ja będę musiała się zająć wysłaniem delegacji z wyjaśnieniami...
Kolejna sprawa:
Akcja jest osadzona w świecie mangowym, więc zwracaj uwagę na to, jak wyrażają się bohaterowie.
- Nie ma chuja, muszę się napić. – Mruknęła i po prostu wyszła, trzaskając drzwiami tak mocno, że omal nie wyleciały z zawiasów.
To kompletnie nie pasuje do kanonicznej Tsunade. Co innego, gdyby to było AU.
I na koniec, używanie tego samego przezwiska w dwóch językach.
- Jestem zmęczony tobą, Młocie. Mnóstwem Ciebie. – Odparł udręczonym głosem.
- Usuratonkachi. –Zaczął twardo, zatrzymując się i patrząc na niego uważnie.
Albo jedno, albo drugie. Jeżeli wolisz przetłumaczoną nazwę, nie stosuj jej w języku japońskim. I na odwrót.
Bohaterowie
Sasuke
Sasuke na początku zachowuje się jak Sasuke. Jeżeli coś czuje to skrzętnie to ukrywa, ma dość Narutowego cyrku i woli potrenować w odosobnieniu, bywa złośliwy i wredny. Jednak pod koniec nie podobają mi się to, że nagle staje się taki hmm... romantyczny i obnoszący się publicznie ze swoimi uczuciami? Jakoś mi to do niego nie pasuje.
Naruto
Naruto w większości sytuacji został przedstawiony tu świetnie. Oczywiście, w ponad połowie fanficka to jego klony grają główną rolę, ale i tak oddają one charakter blondyna. np. uczą młodych shinobi „zboczonych” technik, trenują z Lee, urządzają sobie sparingi czy zatrudniają siew Ichiraku (choć ja na miejscu właściciela, wiedząc o miłości Uzumakiego do ramenu, bałabym się chyba zostawić go w kuchni:)). Ale... No właśnie tu też jest „ale”. Również, jeżeli chodzi o Naruto, coś zaczęło mi zgrzytać w jego zachowaniu, tak jak w zachowaniu Sasuke.
Ale żeby nie być gołosłownym, przykład:
-Draaniuu!– wydarł się z góry. – Gdzie moja koszulka i bluza?! – Chyba wreszcie zechciał rozpocząć dzień.
Mina różowowłosej wyrażała czysty szok. Brunet już nie mogąc powstrzymać lekkiego uśmiechu, spojrzał na nią wyzywająco.
-Pewnie tam gdzie je z ciebie zdarłem. – odpowiedział na tyle głośno, by chłopak go usłyszał.
-Tak wiem, ale za cholerę nie pamiętam, gdzie to było! Czy ty naprawdę sądzisz, że byłem w stanie się na tym skupić?! – odwrzasnął, po czym, jedynie w spodniach,pojawił się na szczycie schodów i szczerząc się zbiegł po nich na dół.
Dla mnie ta scena była strasznie sztuczna. Sasuke, ten skryty Sasuke, z premedytacją zrobił takie przedstawienie przed Sakurą?
Sceny Yaoi
Jakoś ostatnio sama nie pisze takich scen i szczególnie też nie skupiam się na nich w fanfickach innych osób – dlatego wybacz, że nie będę się nad tym rozwodzić w recenzji.. Napiszę tylko, mimo że nie jestem ekspertem w tej dziedzinie: uważam, że scena yaoi wyszła dobrze. Zapewne dla wielu czytelników była idealnym ukoronowaniem tekstu, tym bardziej, że nie spieszyłaś się i stopniowo nakręcałaś atmosferę.
Błędy
- Hokage darła się w niebo głosy (wniebogłosy)
- Za sprawą nikogo innego, jak wesoło brykające klony Naruto, oczywiście (wesoło brykających klonów Naruto)
- Zamknij się. – Warknął i chwycił jego przedramię (Zamknij się – warknął i chwycił jego przedramię)
-Wyłączył? – po tym co Uchiha już zobaczył i usłyszał nie panował już nad mimiką swej twarzy tak doskonale, bezapelacyjnie był w lekkim szoku.(Wyłączył? – Po tym, co Uchiha zobaczył i usłyszał, nie panował już nad mimiką swej twarzy tak doskonale. Bezapelacyjnie był w lekkim szoku. )
- Rozsądkiem nadal przesadnie co prawda nie grzeszył... marzenie też zostało, ale wydoroślał.(Rozsądkiem co prawda nadal przesadnie nie grzeszył, marzenie też zostało, ale wydoroślał.)
- Im dłużej na niego jednak patrzyła tym bardziej nie mogła uwierzyć w to co widzi.(Im dłużej jednak na niego patrzyła, tym bardziej nie mogła uwierzyć w to, co widzi.)
- Wszyscy pochowali się po kontach obserwując go z rosnącym przerażeniem (kątach - ort)
- Gdyby trwało to jeszcze chwilę może byłby w stanie poruszyć się i oddać pocałunek, ale ledwie zdążył zauważyć jaki dotyk ust blondyna jest przyjemny kiedy błękitnooki oderwał się od niego.(Gdyby trwało to jeszcze chwilę, może byłby w stanie poruszyć się i oddać pocałunek, ale ledwie zdążył zauważyć, jaki dotyk ust blondyna jest przyjemny, kiedy błękitnooki oderwał się od niego.)
- Wolę żebyś tu był, jest w końcu ryzyko, że jak się znów obudzi to przerwie te pasy i ucieknie... patrząc na to co wyprawiał do tej pory wcale bym się nie dziwiła.(Wolę, żebyś tu był, jest w końcu ryzyko, że gdy znów się obudzi, to przerwie te pasy i ucieknie. Patrząc na to, co wyprawiał do tej pory, wcale bym się nie zdziwiła.)
- A wiecie przecież co działo się z Uzumakim gdy wrócił z misji.(A wiecie przecież, co działo się z Uzumakim, gdy wrócił z misji.)
Najlepsze teksty
–Draniu, wiem, że twoje ego ci ciąży jak idziesz, ale mógłbyś trochę przyspieszyć. – zawołał blondyn zaczepnie.
–Z tyłu są lepsze widoki. – mruknął pod nosem w odpowiedzi, uśmiechając się nieco lubieżnie.
–Chyba nie sądzisz, że cię dosłyszałem. – błękitnooki zatrzymał się czekając aż Uchiha zrówna z nim krok.
–Mówiłem tylko, Młocie, żebyś się nie wymądrzał, bo tobie z kolei jest lżej z powodu pustej głowy.
–Chyba nie sądzisz, że cię dosłyszałem. – błękitnooki zatrzymał się czekając aż Uchiha zrówna z nim krok.
–Mówiłem tylko, Młocie, żebyś się nie wymądrzał, bo tobie z kolei jest lżej z powodu pustej głowy.
Tsunade była tak zdenerwowana zaginięciem jej, co by nie mówić, pupilka, że aż nie była w stanie pić.
(Aż mi się jej szkoda zrobiło. Biedactwo, pić nie może:)
Gdy wszedł nie mógł powstrzymać lekkiego uśmiechu. Ściany były wymazane zieloną farbą, układającą się w napisy:
Gniew powoduje zmarszczki.
Picie szkodzi zdrowiu.
Hazard to samo zło.
Obserwujemy cię.
Te klony było coraz dziwniejsze, ale nie można było odmówić im pomysłowości.
W każdym bądź razie swój trening odbył w końcu na własnym podwórku. Niestety nie trwał on tyle ile powinien, a to za sprawą jednej zbłąkanej, pomarańczowej owieczki, która przyszła do niego i najwidoczniej stwierdziła, że będzie go podziwiać.
Zaczęła ogarniać go złość. Że też te stworzenia są tak bezczelne! Mało im było i musiały przywędrować nawet tutaj! I jeszcze przy tym ten egzemplarz ma czelność tak wyglądać!
Chłopak na nim zamrugał, a po chwili spojrzał na niego podejrzliwie.-Draniu…co ty zrobiłeś tym wszystkim klonom? – wydawał się przestraszony – Temu nagiemu na przykład…?
(Naruto to ma wyobraźnię:)
-Draniu,przestań. – jęknął rozpaczliwie. Ku jego zdziwieniu, chłopak wykonał polecenie wyjątkowo skrzętnie.
-Co robisz? – sapnął blondyn, spoglądając na niego.
-Nic. –rzekł złośliwie z kpiącym uśmiechem.
-Czemu?!– wrzasnął – Rób coś! Błagam…
-Nic. –rzekł złośliwie z kpiącym uśmiechem.
-Czemu?!– wrzasnął – Rób coś! Błagam…
(Nie ma to jak zdecydowanie Uzumakiego.)
Największe wpadki
Sądząc po wyglądzie recepcji źródłem wcześniejszego huku była, wywrócona teraz, lada przy której w normalnych warunkach znajdowała się kobieta zapisująca rannych lub po prostu chorych shinobi na wizyty.
Wyobraziłam sobie rządek rannych stojących w kolejce:) Toż to masakra. Bo wiesz, zwykle rannych wiezie się od razu na salę operacyjną czy ewentualnie na opatrunek, czekając na wizytę, mogliby tego, delikatnie rzecz ujmując, nie przeżyć.
Pewne jest jedno. Klony nie mają świadomości. Muszą być sterowane. Jeśli nie są, to jedynym aspektem w którym przypominają ludzi jest zewnętrzna powłoka. Nie mogą się wtedy choćby odezwać. A tamten odzywał się... i to odzywał się w ten specyficzny sposób, w pełni odpowiadający jego pierwowzorowi.
Błąd merytoryczny. Klony Naruto w mandze mogą mówić, wielokrotnie nawet kłóciły się między sobą, np. o to, który z nich jest tym prawdziwym.
Czuł się przez to coraz bardziej umęczony.
Raczej zmęczony. Umęczony kojarzy mi się z męczennikiem.
Na ich szczęście, bo z winy błękitnookiego i jego niespokojnych ruchów, Uchiha z przyjemności przymykał oczy, przez co nie mógł obserwować drogi, więc mogliby się nawet zabić.
Ewentualnie mogli by się trochę poobijać.
Swe tęczówki miał jednak nadal skryte pod powiekami.
Przymknął powieki uśmiechając się czule, gdy poczuł na włosach pocałunek delikatny, jak muśnięcie skrzydłami motyla.
Och, jak romantycznie. A tak serio, to taki poetycki styl w zdaniach kompletnie nie pasuje do całego fanficka.
-N-no co?! – Pisnął rozpaczliwie.
Piszczą nastolatki na koncertach idola. Określenie, że „Naruto pisnął” psuje mi pozytywne wyobrażenie postaci.
Inne uwagi
Muszę o tym napisać, bo to częsty błąd popełniany przez autorki. Jednak nie dotyczy on ocenianego ficka (bo tu odpuściłaś), ale poprzedniego. A mianowicie chodzi umieszczanie w tekście swoich prywatnych antypatii. O kim mowa? No oczywiście o Sakurze. Oceń sama ten fragment:
-Co z nią zrobimy? – spytał już normalnie błękitnooki, zerkając znacząco na znienawidzoną przez nich obu dziewczynę. Jak gdyby nic się nie stało. Uchiha z chęcią podjął grę.
-Możemy ją po prostu wywalić przed dom... – podsunął – jestem prawie pewien, że nie była tu sama, więc ktoś ją ocuci i zawlecze do szpitala jeśli będzie trzeba...
-Jesteś bezduszny i okrutny – Naruto pokręcił głową z udawaną naganą
-Wiem, ale po pierwsze niezbyt mnie to obchodzi, a po drugie... przecież to ta bezmózga landryna. – odparł.
To zupełnie nieprofesjonalne i psuje cały tekst. Jeżeli nienawidzą Sakury, to powinno to wynikać z fabuły (żadna nienawiść nie bierze się z niczego, zwłaszcza u osób, które w oryginale lubią lub tolerują się wzajemnie). Sakura jako postać i cała przedstawiona scena jest po prostu karykaturalna. Mam nadzieję, że zrezygnowałaś całkowicie z takiego sposobu pisania, to jest niedopuszczalne.
III. Podsumowanie
Yukami, mistrzem nie jesteś, ale na pewno idziesz w dobrym kierunku. Jak już pisałam, oceniany tekst jest zdecydowanie lepszy od pierwszego fanficka. Tu miałaś określony pomysł i konsekwentnie go realizowałaś, fabuła była spójna i ciekawa. Znacznie poprawił się twój styl pisania. Na pewno musisz jeszcze popracować nad wieloma rzeczami, ale jak na swój wiek radzisz sobie według mnie świetnie. Widziałam już wiele blogów bardzo młodych autorek i uwierz, w większości nie doczytałam nawet do końca pierwszego rozdziału. U ciebie – i nie mówię tego, by było miło - JAK ROZSIAĆ CHAOS I ZNISZCZENIE... przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. Oby tak dalej. I mam nadzieję, że wymienione przeze mnie niedociągnięcia nie zniechęcą cię, ale wręcz odwrotnie, zmotywują do tego, by pisać lepiej. Każdy kiedyś zaczynał w ten sposób i jak to się mówi – praktyka czyni mistrza. Powodzenia.